„Tym razem jedziemy z wykupionymi miejscówkami!” Pierwsze słowa, które wypowiedzieliśmy, gdy ustalaliśmy szczegóły wyjazdu (kolejnego w tym roku) do Zakopanego.
Kierunek (jak zwykle) ku Siostrom Józefitkom- osobom będącym niesamowitymi gospodyniami, pełnymi ciepła i troski o zapalonych turystów z Warszawy.
7 lipca A.D. 2008 z ekwipunkiem na górskie wyprawy zawitaliśmy do Kościeliska wraz z Ojcem Tomaszem Jońcą.
Jakimi słowami można ten wyjazd scharakteryzować? Na pewno hasła: „Na skróty!”, „Cięciwą przetniemy drogę!” oraz „kolejna dostawa 'antymięśnia' z apteki” przekażą klimat tejże eskapady.
Chadzaliśmy niemal wszędzie tam, gdzie nie do końca powinniśmy iść. Ambitnie kroczyliśmy, zastanawiając się, kto odpadnie z kolejnego etapu „Selekcji”.
Zdobyliśmy szczyty (m.in.) Grześ, Wołowiec, Rakoń, Kasprowy Wierch, Giewont, (jedna zbyt ambitna- nawet autorka tegoż mini artykuliku- poszła niechcący na Szpiglasowy Wierch), Wielki Kopieniec, Sarnia Skała, Gęsia Szyja. Czymże byłby jednak wyjazd bez odwiedzin dolin: Kościeliskiej, Chochołowskiej oraz Strążyskiej? Ponadto wkraczaliśmy do jaskiń, na polanki, łaziliśmy po łańcuchach i wisieliśmy ponad 2000 m n.p.m. (i my to przeżyliśmy!).
Nie dalibyśmy sobie rady w wielu trasach, a może inaczej- nasze wycieczki nie byłyby tak urozmaicone, gdyby nie osoba Ojca Tomasza.
Ojciec nie tylko zadbał o nasze „wyżycie się” w kwestii fizycznej, ale również troszczył się o naszą duchowość. Codzienna Eucharystia, opatrzona głębokimi refleksjami nad Słowem Bożym i przełożenie sytuacji występujących w Biblii na codzienność, pozwoliła każdego dnia zdobyć siły na kolejne doznania na szlakach. Lipcowy wyjazd był również czasem na zastanowienie się nad swoim życiem (zabrzmiało górnolotnie, jednak tak było), przyszłością. Mogliśmy też wspólnie pośmiać się i poznawać nawzajem m.in. historie z dzieciństwa.. Nic tak bowiem nie zbliża, jak wspólne wędrowanie i pomoc w drapywaniu się na kolejne szczyty.
Wycieczka do Doliny Pięciu Stawów, przejście z powrotem (dla chętnych) żółtym szlakiem przez Kozią Przełęcz jest, a w zasadzie była eskapadą, której nie zapomni część grupy (chyba) do końca życia. Tutaj można śmiało powiedzieć, że wiedza, doświadczenie Ojca Tomka, jak również olej do namaszczenia chorych, znajdujący się w Ojca kieszeni, pozwoliły czuć się bezpiecznie, wspinając się po pionowych skałach bez zabezpieczenia, zdając się jedynie na siły własnych rąk.
Należy jedynie wezwać jednostki odpowiedzialne za znakowanie tras, by tabliczki informujące zdaniem: ”Szlak turystyczny bardzo trudny. Uwaga! Spadające kamienie!” nie znajdowały się tylko z jednej strony szlaku, lecz po obydwu. Jakże wielkie było nasze zdziwienie, gdy ujrzeliśmy owy znak, będąc już po przejściu tegoż trudnego odcinka. Było to nasze najdłuższe wyjście- byliśmy na szlaku przez 15 godzin. Jednak troska reszty naszej grupy, która wróciła innym, bezpieczniejszym odcinkiem, wzruszyła nas i dodała sił.
Co wynieśliśmy z tego wyjazdu? Oprócz licznych kontuzji, na pewno jeszcze więcej szacunku dla potęgi gór, ostrożności, radości, uśmiechu, miłości do każdego następnego dnia. To wszystko przekazał nam Ojciec w trakcie rozmów na szlakach, w domu, przy jedzeniu, albo nawet w autobusie.
Jedno jest pewne: jeśli będzie nam dane, za rok jedziemy znów w góry pod przewodnictwem Ojca Tomka, który potrafi ugotować m.in. Specjalność Szefa Kuchni- zupę pomidorową.
Jest to tez zachęta dla każdego z nas, by w czasie wolnych tygodni, w wakacje spędzić choć kilka dni tak, by móc wypocząć duchowo. Każda forma jest dobra. W naszym przypadku były to góry. Dla innych może być to wyjazd nad morze, na kajaki, czy też rekolekcje dla dziewcząt lub chłopaków prowadzonych przez zgromadzenia zakonne. Nie bójmy się organizować, czy uczestniczyć w wyjazdach, gdzie codzienna Eucharystia jest obecna. Wtedy (dla niektórych paradoksalnie) możemy dobrze się bawić, zastanowić się nad swoim życiem, wypocząć.
To nie jest ograniczenie, to jest przywilej- możemy w końcu bez pośpiechu zasiąść w świątyni Boga, będąc z Nim w dialogu, mówiąc Mu o wszystkim, co mamy w sercu. Takie chwile mogą nam pomóc w poprawie relacji z naszym Stworzycielem, naszym Przyjacielem. Pamiętajmy, że wakacje nie są odpoczynkiem od Boga, choć Szatan próbuje wmówić zupełnie co innego. Jest to też możliwość sprawdzenia dojrzałości naszej wiary, czy jest ona na poziomie małego dziecka, czy dojrzałego chrześcijanina. Życzę odwagi w mówieniu „Nie!” Złemu oraz w czynieniu kroków zmierzającym ku odnowie wnętrza każdego z nas.
Aleksandra Kozieł
poniedziałek, 22 września 2008
czwartek, 28 sierpnia 2008
Groźba Lao Che
my, którym się nie szczęści,
z radością powitamy znak,
znak zaciśniętej pięści.
My ludzkie bydło, ludzki gnój,
z suteren i poddaszy,
my także chcemy herb mieć swój,
na zgubę wrogom naszym.
Dłoń nabiegnietą siecią żył,
gorącą od purpury,
chcemy zacisnąć z wszystkich sił,
i straszną wznieść do góry...
'Groźba', Jan Romocki "Bonaventura"
my, którym się nie szczęści,
z radością powitamy znak,
znak zaciśniętej pięści.
My ludzkie bydło, ludzki gnój,
z suteren i poddaszy,
my także chcemy herb mieć swój,
na zgubę wrogom naszym.
Dłoń nabiegnietą siecią żył,
gorącą od purpury,
chcemy zacisnąć z wszystkich sił,
i straszną wznieść do góry...
sobota, 16 sierpnia 2008
Shape of my heart
Utwór z filmu, którego miałam okazję obejrzeć około 10 lat temu. Po jakże trudnych operacjach matematycznych, można obliczyć, że miałam 10 lat. Tak, chyba za mało jak na film pt.: "Leon Zawodowiec". Oglądałam z Bratem późną porą, gdy Rodzice już spali. Całkowita konspiracja rodzeństwa. Wtedy też po raz pierwszy popłakałam się na filmie. Mam na myśli ostatnią scenę. Zapewne nie nowość dla wielu, dla mnie jednak tak. Dlaczego? Ponieważ rzadko kiedy wzrusza mnie fabuła filmu. Och, taka zimna ryba.
Dlatego też punkt dla reżysera "Leona...".Przypadkiem usłyszałam dziś tę piosenkę w radiu. Czym prędzej przypomniał mi się obraz z roku 2005. Koncert Stinga w Warszawie. Byłam tam z mą koleżanką M. oraz z mym kolegą M.. Chwile naprawdę piękne. Jeśli dobrze pamiętam, był to 24 września A.D. 2005.
niedziela, 27 lipca 2008
NA PÓŁNOC!!!
MOTHER NORTH!!!
MW mnie wzywa!
Serce niespokojne!
"Morze, nasze morze,
wiernie ciebie będziem strzec.
Mamy rozkaz cię utrzymać,
albo na dnie, na dnie twoim lec!"
___________________________________________________________________
Tramwajem z przedziałem "Nur fur Deutsche".
Z pierwszosierpniowym potem na skroni,
Z zimnem lufy Visa w nogawce spodni.
Siekiera, motyka, piłka, szklanka,
Biało-czerwona opaska, moja opaska na ramię
Powstańca.
W kieszeni strach, orzełek i tytoń w bibule
Ja nie pękam, idę w śmierć ot tak - na krótką koszulę.
{"Żołnierze Podziemia!"}
Batalion "Zośka". Oi!
Batalion "Pięść". Oi!
Batalion "Miotła". Oi!
"Czata 49", "Parasol". Oi!
I wyszedłeś jasny synku z czarną bronią w noc
I poczułeś jak się jeży w dźwięku minut zło
Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką
Czy to była kula synku, czy ci serce pękło?
{"My, Polacy, mamy opinię romantyków."}
Nam jedna szarża - do nieba wzwyż
Nam jeden order - nad grobem krzyż.
Nam jedna szarża - do nieba wzwyż
Nam jeden order - nad grobem krzyż.
I wyszedłeś jasny synku z czarną bronią w noc
I poczułeś jak się jeży w dźwięku minut zło
Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką
Czy to była kula synku, czy ci serce pękło?!
LAO CHE "GODZINA W"
MOTHER NORTH!!!
MW mnie wzywa!
Serce niespokojne!
"Morze, nasze morze,
wiernie ciebie będziem strzec.
Mamy rozkaz cię utrzymać,
albo na dnie, na dnie twoim lec!"
___________________________________________________________________
Pierwszy raz od dłuższego czasu będę przeżywać rocznicę
wybuchu Powstania Warszawskiego poza Warszawą.
Okropne uczucie. Serce krwawi na myśl, że wtedy nie będzie
mnie tu...w mym mieście...w mieście mych przodków...
GODZINA W!
1 VIII 1944r.
WARSZAWA WALCZY!
PAMIĘTAMY!
Oni walczyli za Twoją wolność. Pokaż innym, że pamiętasz!
Tramwajem z przedziałem "Nur fur Deutsche".
Z pierwszosierpniowym potem na skroni,
Z zimnem lufy Visa w nogawce spodni.
Siekiera, motyka, piłka, szklanka,
Biało-czerwona opaska, moja opaska na ramię
Powstańca.
W kieszeni strach, orzełek i tytoń w bibule
Ja nie pękam, idę w śmierć ot tak - na krótką koszulę.
{"Żołnierze Podziemia!"}
Batalion "Zośka". Oi!
Batalion "Pięść". Oi!
Batalion "Miotła". Oi!
"Czata 49", "Parasol". Oi!
I wyszedłeś jasny synku z czarną bronią w noc
I poczułeś jak się jeży w dźwięku minut zło
Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką
Czy to była kula synku, czy ci serce pękło?
{"My, Polacy, mamy opinię romantyków."}
Nam jedna szarża - do nieba wzwyż
Nam jeden order - nad grobem krzyż.
Nam jedna szarża - do nieba wzwyż
Nam jeden order - nad grobem krzyż.
I wyszedłeś jasny synku z czarną bronią w noc
I poczułeś jak się jeży w dźwięku minut zło
Zanim padłeś jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką
Czy to była kula synku, czy ci serce pękło?!
LAO CHE "GODZINA W"
Subskrybuj:
Posty (Atom)