niedziela, 11 maja 2008

Maj 2008

Spełnienie- jak w dzisiejszych czasach postrzegamy owe pojęcie? Czy rozważamy je w kategoriach materialnych czy duchowych? Czy dążenie do spełnienia jest dążeniem do dobra? Czy dobro jest na pierwszym miejscu w naszym życiu? I czy chcemy dążyć do doskonałości w trakcie drogi przez życie?

Te wszystkie pytania nie dręczą nas od niedawna, ponieważ filozofia i teologia toczą nieustannie dysputy na tego typu zagadnienia.

Pytając moich znajomych i słuchając wypowiedzi ludzi starszych, dostrzegam wyraźnie, że mamy często rozbieżności. Czemu? Ponieważ każdy z nas odbiera inaczej kwestie dobra, spełnienia, a nawet moralności (co napawa mnie osobiście niepokojem).

Temat jest niezwykle rozległy, bardzo aktualny i trudny. Trudny, ponieważ często w trakcie debat okazuje się, że nie potrafimy rozmawiać. Gdy ktoś ma odmienne zdanie od naszego, zaczyna się problem. Z czego to wynika? Z tego, że za mało rozmawiamy, komunikujemy się, ale nie rozmawiamy. Dlatego też odpowiedź na wyżej postawione pytania, może zrodzić wątpliwości i trudności. Telefony komórkowe, wirtualna przestrzeń wcale nie pomagają nam w ulepszaniu naszych kontaktów międzyludzkich.

Młodzi ludzie postrzegają szczęście w materii oraz w innych ludziach. Posiadanie nowego nośnika muzycznego, modny model opaski w kolorze tej wiosny, jak również „zdobycie swego ulubieńca” w postaci młodzieńca, który wydaje się być spełnieniem marzeń o księciu z bajki na rumaku. Podałam takie przykłady celowo - by pokazać jak płytko myślimy. My, jako społeczeństwo egzystujące teraz, tu, w tej rzeczywistości. Nie opieramy się na fundamencie, nie zważamy na to, co mówią nam wiara i rozum (posiadające głębokie korzenie, przeciwstawione sobie łączą się, dając jasny obraz świata). Zwracamy jedynie uwagę na to, co cieszy nasze oczy. Czyżbyśmy byli w 100% społeczeństwem obrazków? Pamiętajmy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Coraz więcej „zabawek” potrzebujemy do zadowolenia naszej kapryśnej natury.

Gdybyśmy spytali 100 lat temu typowego młodzieńca, co dałoby jemu spełnienie rzekłby prawdopodobnie: żona, dzieci, praca na rzecz odzyskania niepodległości Ojczyzny. Dziś?- „Nie wiem, mam jeszcze dużo czasu.” Nie gloryfikuję przeszłości, nie pozbawiam sensu życia młodego człowieka. Chcę zwrócić uwagę na to, że teraz obserwujemy wydłużający się okres dojrzewania psychicznego ludzi. Człowiek mawia: „Życie jest krótkie, trzeba z niego jak najwięcej brać”. Zwróćmy się jednak do słów Seneki: „Nie otrzymaliśmy życia krótkiego, ale czynimy je krótkim.” Czy to nie jest prawdą?

Mówiąc o spełnieniu, poruszam bardzo grząski temat, ponieważ każdy z nas ma swoją „receptę” na poczucie charakterystycznego ciepła i pokoju w sercu. Jedni widzą swoją przyszłość w służeniu Ojczyźnie w wojsku, inni posługują jako konsekrowani, jeszcze jedna grupa oddaje się wolontariatowi. Ilu ludzi, tyle pomysłów i żaden nie jest zły.

Dzisiejsze czasy jednak obfitują w hedonizm i jednocześnie pracoholizm. Kobiety i mężczyźni stojący u progu życia rzucają się w wir pracy, imprez, żeby tylko nie zastanawiać się czy nie są w trakcie przegrywania swojej chwili. Ucieczka? Jest to smutne i zatrważające. Cóż zostanie po nas, jeśli wyzbywamy się często naszej tożsamości, tradycji, tłumacząc nasze postępowanie wędrówką z duchem czasu? Właśnie wyzbywając się naszej historii, tradycji, Boga, wyzbywamy się samych siebie. „Odczłowieczamy” człowieka. Czy istnieje coś bardziej niebezpiecznego? Wówczas normy moralne, godność, odpowiedzialność ustępują nihilizmowi, relatywizmowi (źle pojmowanemu), subiektywizmowi.

Czasy w których żyjemy, czyli epoka postmodernizmu często spycha nasz umysł pozornie w myślenie, że nie istnieje etyka, do prawdy nie można dotrzeć, absolutnych wartości nie ma, jednocześnie wszystko może być wartością, wszystko również może być sztuką. A jeśli wszystko jest sztuką, to tak naprawdę nie ma żadnej wartości w owej „sztuce”.Wszystko staje się niczym. Często występujący sytuacjonizm etyczny powoduje brak określenia poprawności naszych czynów. Określenia: dobro/zło nie są używane, ponieważ teraz ocenia się według kontekstu. Czy w tym momencie nie próbujemy umywać rąk od popełnionych przez nas czynów? Czy nie unikamy odpowiedzialności?

Nawiązałam do postmodernizmu z prostej przyczyny- jesteśmy w pewnym stopniu uwikłani w związek z nim, z racji tego, że żyjemy właśnie w tej chwili. Chcę jednak zaznaczyć, że zawdzięczamy temu prądowi kilka rzeczy jak najbardziej słusznych, m.in. wysoki poziom intelektualnych analiz, wolność, wyrażanie emocji.

Podsumowując, droga do spełnienia człowieka opiera się na czynieniu dobra. Czy można powiedzieć piękniejsze zdanie od tego, będąc u kresu pielgrzymowania po tym świecie: „Przeżyłam dobrze swoje życie, czuję spełnienie, ponieważ poszukiwałam i starałam się czynić dobro.” Zachęcam Was do refleksji nt. swojego życia, byście nie wyzbyli się owego człowieczeństwa, byście szli zgodnie z etyką oraz wiarą. Nie na darmo przecież nosimy miano ludzi.


Aleksandra Kozieł

...........................................................................................................................................................................

Godzina 6:00, sobota, 26 kwietnia, anno Domini 2008, okolice kościoła św. Anny, zwarta grupa z Karolkowej, dużo uśmiechu - tymi słowami można scharakteryzować (dopiero) początek 72. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Studentów na Jasną Górę.
„Stawać się sobą”- hasło, które przewodniczyło naszemu spotkaniu, uświadomiło (mam nadzieję) każdemu z nas, byśmy nie bali się iść pod prąd i powiedzieć „Nie” komuś, kto działa wbrew naszemu sumieniu.
Myślimy, że znamy się, jesteśmy w stanie kierować sercem. Uważamy, że potrafimy stworzyć własny świat, a rozum jest na usługach oszukanego „ja”. Swego rodzaju „matrix” wprowadza w nasze młode serca stan iluzji. W tej chwili należy zadać pytanie: „Kim jesteśmy teraz?”
Jak to rzekł ksiądz Pawlukiewicz: Serce poznaje się przez jego odruchy, pokazując swego rodzaju „przedmyślenie” ( czyli stan przed pracą naszego rozumu) i należy uwikłać się w głąb naszego „jestestwa”, by zrozumieć kim właściwie jest każdy z nas.
Słowa, które przywołałam, miały na celu przybliżyć klimat wypowiedzi naszych prelegentów. Cóż można rzec... Na pewno pielgrzymka ta uświadomiła nam, że brakuje pokory i pokoju w świecie, a przepełnia go perfekcjonizm, pracoholizm oraz niebezpieczny kult wiedzy. Dlaczego niebezpieczny? Ponieważ wprowadza on w nasze serca pychę.
Nie liczy się to, co zrobisz za tydzień, za rok, nie jest ważne jak funkcjonowałeś rok temu, ważne jest to, kim jesteś teraz. Czy umiesz nazwać siebie z ręką na sercu prawdziwym człowiekiem?
Czy przychodzisz do kościoła dla Boga, czy może pcha Ciebie w stronę świątyni miły i przystojny ksiądz, a może młodzi i zabawni ministranci- wymarzeni kandydaci na mężów? Pytania trudne, lecz im szybciej je postawimy, im szybciej na nie odpowiemy, nasze serca zostaną prędzej uleczone. Tak, człowiek jest tylko człowiekiem i zarazem aż. Ludzką rzeczą jest upadać, ale cudowną rzeczą jest wstawać z grzechu.
Kwestia męskości i kobiecości została również zawarta w trakcie prelekcji. „Cała jesteś piękna”- tytuł spotkania dla kobiet, uświadomiła nam (kobietom), byśmy nie bały się swojej urzekającej kobiecości, abyśmy nie bały się naszych sfer: ducha, ciała i psyche (intelekt, emocje). I co ważniejsze- z mężczyzną kobieta tworzy całość, będąc dla niego piękna i niepowtarzalną. Pamiętajmy również, byśmy (my, kobiety) chwaliły mężczyzn, bo m.in. dzięki takim słowom czują się docenieni.
Pomimo zimna i późnej godziny, słowa sobotniej homilii wprowadziły (mam nadzieję, że nie tylko mnie) w stan szybszego bicia serca. Tzw. fałszywy humanizm, zwrócenie dzisiejszego świata na konsumpcję, relatywizm i nihilizm. Odrzucone ideały przez dzisiejsze społeczeństwo, brnące jednocześnie w bagno śmierci. Nie zostaliśmy jednak pozostawieni z trwogą we wnętrzu, modlitwa o mądrość i Ojczyznę pozostawiła nam nadzieję na lepsze jutro- jutro należące od nas. Nie bójmy się tego powiedzieć- od nas zależy czy przegramy nasze życie, czy wygramy człowieczeństwo. Wypowiedź Jerzego Stuhra o spełnieniu w życiu pokazała, abyśmy robili w przyszłości, to w czym będziemy czuli się dobrze. Byśmy spełniali się w zawodzie, który obierzemy. Dzięki temu możemy pomóc komuś przypatrującemu się naszej pracy, odnaleźć siebie, otworzyć oczy.
Zakończyliśmy pielgrzymkę poranną Mszą, w której złożyliśmy przyrzeczenie, iż będziemy co rok odwiedzać Jasną Górę, by nabrać siły na dalsze zmaganie się ze słabościami i niepewnościami. Pamiętajmy, że tylko w Bogu odnajdziemy spokój i siłę. Jedziemy?

Aleksandra Kozieł
..........................................................................................................................................................................

-Czy oni wszyscy jadą do Zakopanego?- Z trwogą w głosie padło pytanie na Dworcu Warszawa -Wschodnia.

-Obawiam się, że tak. Teraz trzeba tylko mieć jakieś miejsca siedzące.

-Hmm...To chyba nie wyjdzie.

-Ojej, to chyba któregoś z naszych chłopaków śpiwór.

Rozmowa kilku realistek pilnujących bagaży, w trakcie podstawiania pociągu nocnego zmierzającego do Zakopanego. Widok był dosłownie nie z tej ziemi. W tym miejscu należy pozdrowić męską część załogi, która odważyła się walczyć o miejsca siedzące dla grupy z Karolkowej.

Bagatela...ponad 13 godzin jazdy, ludzie siedzący na podłodze, bagaże (i co ciekawsze) ludzie podwieszani od dołu półek, w celu przejścia, a raczej (dosłownie) przefrunięcia z punktu A do punktu B. Niestety niektóre próby kończyły się niepowodzeniem w postaci upadku na śpiącą osobę w pozycji co najmniej ciekawej.

Radość na widok napisu „Zakopane” (przynajmniej w moim przypadku) zrekompensowała jazdę w interesujących warunkach, która niewątpliwie ułatwiała poszerzenie znajomości z sąsiadem stacjonującym między wejściem do wagonu, a korytarzem prowadzącym do wejścia pociągu.

Hasło: jedziemy na „Sobiczkową” było długo oczekiwanym zdaniem przez nas (goszczących przez 1,5 godziny przy kasie biletowej w Zakopanem).

Kąpiel, Msza, czyli regeneracja sił umożliwiły nam wycieczkę na najwyższy szczyt, jakim są niewątpliwie Krupówki (Ha, ha), nastąpiło wówczas rozdzielenie grupy na części, w celu spożycia pseudo- obiadu.

Brzdąkanie na gitarach, fałszowanie piosenek, jakie tylko znaliśmy oraz plany na następny dzień- tak upłynął dzień i wieczór dnia pierwszego w stolicy gór.

Sarnia Skała, Kalatówki i pustelnia Św. Brata Alberta; Dolina Chochołowska i Grześ; Dolina Kościeliska oraz Smreczyński Staw, Wąwóz Kraków i na końcu jaskinia Smocza - to udało nam się (w podziale na bardziej kameralne grupki) odwiedzić radością i jednocześnie kiełkującą myślą w głowach: „Jak dostaniemy się do Warszawy?”

Wyjazd, pomimo małej liczby dni, można ocenić za jak najbardziej obfity w wyjścia w góry- potęgę i piękno, śmiech oraz (kultowe już) naleśniki.

Cóż można rzec więcej- więcej takich pomysłów, więcej takiego humoru i więcej pociągów podstawianych przez PKP w okresie zwiększonej ilości podróży przez ludzi. W tej chwili należy bić pokłony

do władz PKP, za pomysłowość i kreatywność w wymyślaniu reklam, które mają na celu zaoferować dobrą jakość podróży. Jednak na pewno można rzec (dosłownie), że atmosfera była baaaarrrdzo gorąca.


Aleksandra Kozieł

niedziela, 30 marca 2008

Tułam się...Tak jak On...Tak jak On...

Kosmos pająka zdmuchnięty przez dziewczynkę...

ECHO...ECHO!

A teraz wytęż wzrok i przysięgnij, że mnie znajdziesz...



...............................................................................................................................................................................


Mister Budzyński, jesteś Pan świetny.

niedziela, 23 marca 2008

Ola-filozofka!

Kolejny artykuł...

„Zmartwychwstał Pan i żyje dziś, blaskiem jaśnieje noc! Nie umrę, nie, lecz będę żył, Bóg okazał Swą moc!” Tak! Nasz Zbawiciel połamał jarzmo śmierci! Dziś radujemy się wszyscy, ponieważ Jezus Chrystus z martwych powstał, by pokazać, iż jest Bogiem, który przyszedł zbawić każdego z nas. Ten, który trzyma każdego z nas za rękę, byśmy nie osunęli się w Szeol, Ten, który wydobywa każdego z nas z dołu śmierci, woła do nas, abyśmy zaufali tylko Jemu.
Wielka Noc, Noc pełna radości i wiary. Jesteśmy pewni, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał!
Powróćmy jednak do kart Starego Testamentu. Pascha (hebr. פסח - Pesach, 'przejście') jest świętem żydowskim obchodzonym na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej. Cofnę się na chwil kilka do czasów niewoli, by przypomnieć to zagadnienie. Gdy faraon nie zgadzał się na uwolnienie Hebrajczyków, Bóg zesłał na Egipt Dziesięć Plag. Ostatnia z nich była najcięższa: śmierć każdego pierworodnego w całym Egipcie. Poprzedniego dnia Mojżesz nakazał Izraelitom, aby pokropili framugi drzwi krwią baranka. W nocy Anioł Śmierci przechodził przez ziemię egipską uśmiercając pierworodnych. Gdy widział krew, wiedział, że dom zamieszkiwany jest przez Izraelitów i pomijał ten dom. Tuż po rozpoczęciu dziesiątej plagi, faraon zgodził się, by Izraelici opuścili Egipt. Uczynili to w takim pośpiechu, że ciasto, które przygotowywali na chleb, nie miało czasu, aby urosnąć. Wyszli więc w tę noc z Egiptu z ciastem niegotowym, z którego można było zrobić tylko cienki placek – macę. W Pesach– święto upamiętniające cudowne uwolnienie Izraelitów z niewoli egipskiej – było ofiarowanie jagnięcia. W trakcie uczty wspominano wielkie przejście i na znak pamiątki oraz solidarności z przodkami, którzy wybrali postną macę, a nie chleb, do którego mieli dostęp w niewoli egipskiej, spożywali właśnie macę w trakcie wieczerzy. Chleb jest również zanegowaniem kultu śmierci: proces działania drożdży jest przecież procesem rozkładu martwej substancji organicznej, a śmierć była obsesją kultury egipskiej.
Po nakreśleniu minionych wydarzeń, pragnę powrócić do dalszego rozważania aktualnej chwili.
Sama Liturgia Wigilii Paschalnej- czyli Liturgia Światła- odbywała się po zmierzchu w sobotę, a kończyła przed świtem niedzieli. Kapłan święci ogień, od którego podpala się Paschał. Ogień z Paschału niesionego przez kapłana jest symbolem Jezusa Chrystusa, który rozprasza mroki pełne niepokoju. Skierujmy swoją uwagę na krótką chwilę do samego symbolu światła- od najmłodszych lat kojarzy nam się z bezpieczeństwem i dobrem. Oświetla to, czego nie widzimy, dzięki czemu nic nie kryje się przed naszym wzrokiem. Radosna Światłości, Prawdziwa Jedyna Mądrości! Tą Mądrością jest Jezus Chrystus, do którego krzyczmy: Światło, prowadź mnie! Tego dnia również jest śpiewany „Exultet”- pieśń pochwalna. „Raduj się, ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, oświecona jasnością Króla wieków!” Te słowa nie wymagają żadnego komentarza.
W tym dniu dokonuje się Sakrament Chrztu Świętego. Katechumeni po długich przygotowaniach, zostali zanurzeni w wodach chrztu, dzięki czemu zostali oczyszczeni z grzechów i od tej chwili mieli udział w zwycięskim powstaniu Jezusa. Pamiętajmy, że przez Swoją śmierć zniweczył naszą śmierć i zmartwychwstając przywrócił nam ŻYCIE.
Chrzest powoduje obmycie ze śmierci, czyli z grzechów, przez które upadamy każdego dnia. Chwila obmycia, równoczesnego zanurzenia się w Śmierci Jezusa, jest momentem uwolnienia się od dotychczasowych upadków.
Rezurekcja- czyli poranna Msza z procesją, która przez bicie dzwonów ogłasza wielką radość, wprowadza nas w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. Na nowo cieszymy się z triumfu Życia nad śmiercią.
Niegdyś Liturgia Paschalna miała początek w sobotni wieczór- Wigilia Liturgii Paschalnej, a kończyła (tak jak wcześniej wspomniałam) w niedzielny poranek przynosząc radość ze Zmartwychwstania. W obecnej dobie dzieli się całą uroczystość na 2 części. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ tylko wtedy, gdy uczestniczymy w całości, możemy rzeczywiście przeżywać każdą chwilę krok po kroku.
Pomimo niuansów, które napotykamy wraz z ciągłą zmianą świata, pamiętajmy, że: „Zła nie będzie już! Powiedzcie to ubogim, grzesznikom- nie lękaj się! Dzisiaj Pan wyciąga Swoją rękę. Dzisiaj Pan otwiera tobie drogę. Krzykną z radości języki niemych, otworzą się dziś oczy ślepych!”
To jest chwila dla Ciebie i dla mnie, abyśmy potrafili prawdziwie cieszyć się z naszego życia wiecznego. On udowodnił, że nie umrzemy, ale żyć będziemy w wiecznej chwale Boga Ojca!
On również przez z martwych powstanie mówi nam, abyśmy nie pokładali ufności z książętach, ponieważ na nich zawodzimy się, a cierpienie rozrywające nas od środka powoduje tylko niechęć do następnego poranka w czasie którego musimy zmierzyć się z dalszym bólem. On podtrzymuje nas, gdy jesteśmy popychani przez dziki tłum.
W Nowym Testamencie teksty nawołują nas do oczekiwania i spełniania napomnień Jezusa Chrystusa. Mówi On w ostatnim rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Nie jesteśmy sami, dlatego też miejmy odwagę w podążaniu za Jezusem, który zgładza wszelką nieprawość.
Głośmy w mocą: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć, więc i my zwyciężamy, bo Zmartwychwstał nasz Pan! Radujmy się bracia!”

Aleksandra Kozieł




I jeszcze słów kilka...

„On przez Swoją śmierć zniweczył śmierć naszą i Zmartwychwstając, przywrócił nam życie!"

Esencja naszej wiary- Chrystus prawdziwie Zmartwychwstał, Alleluja!
Życzę siły i wytrwałości w drodze przez życie, z pieśnią na ustach, wychwalającą dzieła Pańskie. Życzę również, aby chwile spędzone w tym Wielkim Tygodniu spowodowały, że każdy z nas zatrzyma się i zastanowi nad wielkim Darem, jakim jest niewątpliwie Życie Wieczne. Pamiętajmy, że On jest Światłem, On prowadzi przez świat bezpiecznie i z troską o każdego z nas. Pokładajmy w Panu ufność, ufajmy Jego Słowu. Popchnięty człowiek zawsze znajdzie oparcie w Panu, który jest Ostoją i Ojcem.

„Zbudź się, o śpiący i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus." (Ef. 5,14) - Ślę życzenia powstania z dołu śmierci, bólu, cierpienia, ale nie samemu- to On pomoże Ci powstać.

sobota, 15 marca 2008

Coś tam i artykuł

2Tm2,3 "Dementi" i  Lao Che "Gospel" non stop.

"Powróć, duszo moja, do swego pokoju..."

"Nad rzekami Babilonbu usiedliśmy, aby płakać, wspominając 
zawsze Ciebie, Jeruzlaem, Jeruzelm!
Ja miałbym śpiewać pieśń Pana w obcej ziemi, jeśli bym o Tobie zapomniał, niech uschnie moja ręka!"

Ostatni mega egzamin zaliczony na bdb!
Może polubię Historię Sztuki...

Za tydzień Liturgii Światła... W sobotnią noc będziemy świętować Paschę...
Za tydzień będziemy krzyczeć: Zmartwychwstał Pan!

Jutro koncerrrrto! Akustyczny Tymoteusz- może być piękniej?

A póki co- mój artykuł z marcowego numeru.

Warszawska Wola, ul. Karolkowa 49, kościół Św. Klemensa Dworzaka, Zgromadzenie Ojców Redemptorystów oraz Zakon Sióstr Służebniczek Dębickich. Słowa charakteryzujące naszą Świątynię, w której odbywa się tak wiele uroczystości. Miejsce łączące nieznanych sobie ludzi w jedną Wspólnotę.
Szczerze mówiąc, ilekroć przechodziłam jeszcze kilka lat temu obok tego miejsca, nie widziałam w nim niczego szczególnego. Co więcej, starałam się je omijać wielkim łukiem- uważałam je za niegodne mej osoby. Z biegiem czasu, zaczęłam poznawać ludzi będących w parafii, pracujących w niej konsekrowanych.
Pierwszy kontakt- przygotowania do przyjęcia sakramentu bierzmowania- i wtedy właśnie „zostałam złowiona” przez klimat panujący między ludźmi trwającymi w Bogu. Z początku czułam się dziwnie, bo przecież nie tak dawno uważałam się za „alfę i omegę” w kwestiach mojego życia, a Bóg nie był mi potrzebny.
Pierwsze kroki czyniłam w kameralnej Wspólnocie Młodzieżowej, następnie zostałam zaproszona na „tylko jedną” próbę scholi- na Dzień Chorych- dokładnie 2 lata temu. (Moja mała rocznica obecności w scholi). I tak zostało do dzisiaj.
Niewątpliwie świętem naszej parafii jest 15 marca, kiedy to obchodzimy Odpust Parafialny. Kościół wówczas jest pełny nie tylko ludzi, ale również wypieków piekarzy- którzy mają za swego patrona właśnie Św. Klemensa. Można zażartować, że wówczas nasza świątynia jest tak zapełniona, bo to właśnie zapach pieczywa przyciąga nawet najdalszych parafian. Na pewno jest to dzień jedyny w swym rodzaju. Patrzę również przez pryzmat osoby, która uczestniczy w przygotowaniach ubogacenia Liturgii śpiewem. Muszę przyznać, iż posługa, którą czynię wraz z innymi osobami, dostarcza mi wiele radości oraz siły. Zdanie: „Ten, kto śpiewa 2 razy się modli, a ten, kto fałszuje 3”, jest prawdą. Znowu przytoczę własne doświadczenie z przeszłości- pamiętam, gdy zebrałam się w sobie i poszłam pierwszy raz na uroczystość, na której schola pomagała ludowi śpiewać. Sama inaczej podeszłam do śpiewu liturgicznego. Śpiew ubogaca Liturgię, modlimy się wyśpiewując hymny Bogu, nasze usta wymawiają słowa z Biblii, głosimy prawdy naszej WIARY.
Niestety w dzisiejszej dobie unikamy śpiewu, zatracamy się w elektronice, wstydzimy się naszych naturalnych głosów- a przecież to jest Dar Boga. Nic, co dał nam Ojciec, nie jest powodem do wstydu.
Kolejnymi chwilami, gdzie stajemy się naprawdę dużą wspólnotą są: Triduum Paschalne, Rezurekcja oraz Pasterka. Cieszę się, że wtedy widzę tak wielu ludzi należących do tego samego Kościoła, co ja. Cieszy mnie to oraz jednocześnie smuci. Smuci dlatego, że tylko na większe uroczystości wielu z nas przypomina sobie o takiej „instytucji” jaką jest Kościół. Powinniśmy zastanowić się nad tym. Problem jest złożony, ale głęboko wierzę, że jest jak najbardziej do przeforsowania. Musimy tylko chcieć!
Przeskakując na inny aspekt naszej Wspólnoty, chciałam przytoczyć chwilę przekazywania sobie znaku pokoju. Często podchodzimy do siebie zbyt ostrożnie, a znak pokoju, który za czasów Katechumenów był „Pocałunkiem Pokoju” będącym tuż po Modlitwie Wiernych. Bracia ze wspólnoty przekazywali sobie pocałunek, w którym wyrażali miłość do Chrystusa jak i do siebie. Przecież w każdym z nas mieszka Zwycięzca Śmierci. Nie mam na myśli tego, byśmy rzucali się sobie na szyję, lecz abyśmy okazali sobie serdeczność i ciepło- przecież jesteśmy braćmi i siostrami oraz dziećmi Ojca. Jesteśmy rodziną w Chrystusie!
Niepokoi mnie również fakt anonimowości w naszej świątyni. Nie bójmy się angażować w różne przedsięwzięcia! Często padają słowa: „Nie ma ludzi w naszym kościele.” A przecież to nieprawda! Jest nas wielu! Powinniśmy dbać o Miejsce w którym spotykamy się na Eucharystii z Bogiem- Ostoją i Ojcem. Ja ten „rozdział” też „przerabiałam”- tak jak wcześniej napisałam, czułam odpychający chłód. Dlaczego? Bo sama sobie wyrobiłam taka opinię. Nie znałam „Klemensa”, więc wolałam przybrać postawę obronną. Z każdą godziną spędzoną tutaj, czułam ciepło w sercu- choć nie zawsze było lekko i przyjemnie. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas ma inny charakter, przyszedł z innego miejsca, z innego kontekstu, jest na innym etapie, a jednak Ktoś chciał, byśmy TU wszyscy RAZEM mogli się spotkać.
Zachęcam Was do radosnego i odważnego śpiewu Panu, ponieważ wtedy nasze serca krzyczą słowa pełne chwały do Boga. Zwróćmy również uwagę na przekazy mówiące nam, że wyznawcy Jezusa Chrystusa ginęli z pieśnią na ustach. Dodawała ona im odwagi, pełniła właśnie formę modlitwy, przedstawiała esencję naszej wiary. Zapraszam Was również do angażowania się w życie NASZEJ parafii. Zupełnie inaczej wygląda spotkanie chóru w liczbie 10 osób, a inaczej, gdy jest nas 20! Przełamujmy bariery oraz lęki. Tam, gdzie działa Chrystus spotyka nas Miłość wzajemna i Dobroć!

Aleksandra Kozieł